oto jestem.
wiem wie, nie powinnam tak długo zwlekać z napisaniem kilku słów ale mam dużo usprawiedliwień. Po pierwsze primo internet mam od 3 dni :), po drugie primo jestem zalatana jak bosman w czasie burzy, i po trzecie primo ultimo proces aklimatyzacji troszkę się przeciągnął... a było to tak...dzień po przylocie rozchorowałam się ja, potem Tanio i Lusia, a jakoś w międzyczasie Niebieskooki...i tak jak ,mnie i jemu przeszło dosyć szybko, tak dzieci walczyły przez miesiąc... masssakra.. najpierw próbowaliśmy bez antybiotyku, ale na 3 wizycie pediatra skapitulowała i zapisała antybiotyk i pomogło wreszcie. Ale znów słyszę ze Tanio nocą sucho pokasłuje, ech ...
poza tym wir prac ogrodowych mnie wciągnął, następnym razem wrzucę kilka fotek z wynikami moich prac, i jeszcze warzywnik pozostał do zrobienia i truskawki do przesadzenia.. mam nadzieje ze przed jesienią sie wyrobie :)
niniejszym postrafiam
Postanowiłam pisać - jak w tytule - o urokach życia na wsi. Tak było... a jak będzie? Ponad rok temu musiałam z normalnego człowieka przeobrazić się w bezglutenowca. i teraz będzie o tym jak sobie radzę.
Bezglutenowa Wioseczka