Wioseczka

Wioseczka
Wiosna :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Wreszcie popadało.

Ja wiem, że to był weekend, i że wszystkie miastowe oczekują słonecznej pogody, i w radio spiker zacieszał się że tu i ówdzie jest słonecznie, ale niestety na Kujawach deszcz. I wiem że powinnam ;) współczuć ale nie mogę, bo w mym sercu zagościła radość - żadnym promykiem slonecznym - niezmącona. I z czego tu się cieszyć ?- spytacie. Ano z tego że wreszcie leci woda, za darmo prosto z nieba, na wszystkie pola od razu, bez deszczowni, pomp, studni. I że nie wyschnie, albo inaczej, że w ogóle wzejdzie marchew (ta na susz do Dobrego Miasta) na jednym z pól, gdzie nie mamy dostępu do wody.

Albo z tego że przestanie sie wreszcie kurzyć - bo burze piaskowe to jednak nic przyjemnego.

I że owy kurz zalegający na liściach, trawie i wszystkim dookoła będzie wreszcie tym ożywczym deszczem zmyty. I ta zieleń w końcu wybuchnie, i zaleje nas nadzieją na lepsze jutro bo zielony to kolor nadziei przecie. Cieszyć się muszę dlatego też mój sad ma dzięki temu większą szansę na przyjęcie się. Aaa bo się nie pochwaliłam. Wczoraj tzn w sobotę posadziliśmy mój sad. Tzn pan Robert sadził a ja służyłam cenną radą ;) i gospodarskim okiem patrzyłam na wszystko żeby było dobrze. Sad to nie byle jaki, bo sadzonki drzewek przyjechały z nami z Sandomierza :D No bo w końcu gdzie są najlepsze sady jeśli nie tam ? A było to tak, że pojechaliśmy z mężem oglądać i kupować maszynę do kopania ziemniaków w Domaradzu za Rzeszowem
mąż oglądał kilka, ale wreszcie kupiliśmy tą, którą przyjechaliśmy oglądać. Od tego sezonu witamy serdecznie w naszym parku maszynowym kombajn do kopania ziemniaków marki Grimme.
W powrotnej drodze zahaczyliśmy o Sandomierz. Tylu pięknych sadów i winnic ile tam, jest to jeszcze nie widziałam.
I przypadkowo, w drodze na miejsce noclegu, zobaczyliśmy giełdę owocowo -warzywną. Mąż mój natychmiast zapragnął tam wstąpić żeby sprawdzić ceny warzyw. Warzyw jakoś nie było, ale za to wielkie mnóstwa sadzonek . Przywiozłam po dziesięć jabłoni, czereśni i wiśni. Taka niebanalna pamiątka z pięknego miasta. Napewno posłuży mi dłużej niż kubek z panoramą miasta i sylwetką Ojca Mateusza (którego bardzo lubię oglądać). Swoją drogą jeden z tubylców twierdził, że jak kręcą sceny do tegoż serialu to rzeczony Ojciec Mateusz zawsze jedzie z górki, nigdy pod górkę :). A jak kręcą duble, to ktoś mu zawsze rower pod górkę wpycha - ot taka ciekawostka ;). Tak - Sandomierz to śliczne miasteczko i z czystym sumieniem mogę polecić na weekendowy wypad.
Poza tym wszystko gra. Muszę odkopać na strychu moją kosiarkę bo widzę, że już za chwileczkę będzie potrzebna. I myślę też żeby ten mój tworzący się ogród ogrodzić choć siatką leśną, żeby okoliczne psy nie marnowały mojej pracy. Bo to jest ogród, który tworzę ja sama od początku, ze szczerego pola powstaje coś :D Na razie to takie trochę brzydkie kaczątko, bo krzewy małe, drzewka w sadzie też. Ale za jakiś czas będzie super. I ja będę czekać i patrzeć jak z brzydkiego kaczątka powstanie piękny łabędź :)Tym optymistycznym akcentem kończę na dziś.
P.S Zdjęcia z nowo powstałego sadu i ogrodu będą w następnym poście. Pozdrawiam.

wtorek, 29 marca 2016

Wiosna.

Stwierdziłam ostatnio, że mój blog ma charakter kwartalny :D Nie tak miało być, ale ja się staram, i będzie lepiej.
Tak czy inaczej nastała Wiosna. Przyleciały ptaszki, my zaś polecieliśmy to tu, to tam by podpisać umowy kontraktacyjne na bieżący sezon. Mnie oczywiście najbardziej spodobała się podróż do Dobrego Miasta k. Olsztyna(Suszarnia JAWORSKI) bo przynajmniej ładne widoki po drodze. Trzemeszno, Bronisław(Ziemniaki Przemysłowe) czy Gniewkowo(Bonduelle) nie stanowią już takiej atrakcji więc nie będę się nad nimi rozwodzić.
Już trzeci raz będziemy produkować marchew na susz. Ślubny twierdzi, że może i by już tam nie odstawiał marchwi bo daleko i transport drogi, ale ze względu na mnie, i moją chęć wyjazdu po nasiona i podpisanie kontraktu on może się poświęcić. :D Podobnie jak w zeszłym roku tak i teraz po drodze z Dobrego Miasta wstąpiliśmy do Gietrzwałdu, gdzie oprócz duszy można nakarmić ciało. Gietrzwałd stał się sławny dzięki Objawieniom Matki Bożej, które trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. Głównymi wizjonerkami były: trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska. Obie pochodziły z niezamożnych polskich rodzin. Matka Boża przemówiła do nich po polsku, co podkreślił ks. Franciszek Hipler, "w języku takim, jakim mówią w Polsce". Matka Boża, na zapytanie dziewczynek: Kto Ty Jesteś? Odpowiedziała: "Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta." Na pytanie czego żądasz Matko Boża? padła odpowiedź: "Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec !" Warto jeszcze dodać że jest to jedyne zatwierdzone przez kościół objawienie w Polsce. (klik) Posileni modlitwą, udaliśmy się do pobliskiej pięknej i stylowej Karczmy Warmińskiej klikby skosztować małe "co nie co" przed dalszą drogą. Jedzenie jak zawsze przednie. Miałam w powrotnej drodze kupić sobie jeszcze sadzonki pierwiosnków, żeby pokolorować sobie świat, ale nie zdążyłam. Pomyślałam, że jeszcze zdążę do Świąt bo był to dopiero 18 marzec, ale niestety nie zdążyłam. Najpierw rozchorowała się nasza niania Ania (pomaga mi przy dzieciach) potem w Stasiu i Anielka, w środę w Wielkim Tygodniu Ola, a w czwartek wieczorem padłam ja. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak mnie położyło. Wróciłam do żywych w Poniedziałek Wielkanocny. Ciekawe to były Święta bo pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie upiekłam żadnego ciasta.Na szczęście są dobrzy ludzie na świecie i słodkości na Święta u nas nie brakło. A dzięki wydajnej pomocy mojego mężusia i jego mamy Śniadanie Wielkanocne było przepyszne :D.
A babkę upiekłam dziś. Żeby ludzie nie gadali że u nas to nawet babki nie było ;)

sobota, 9 stycznia 2016

Biel niczym nie zmącona - rozważania na początek roku.

Biel niczym nie zmącona to krajobraz bezpośrednio po opadach śniegu. Zanim pojawią się na nim ślady butów, opon, łap to obraz jest wręcz idealny. Lubię wówczas patrzyć przez okno i tymże widokiem wzrok nacieszać.
.
Jak już jest pięknie i biało, to robi się też kolorowo bo do mojego okna pukają kolorowe ptaszyny. Do tej pory sobie radziły, lecz teraz gdy wszystko jest pokryte śniegowa kołdrą trzeba im pomóc. W karmniku na dole mają zboże, a bezpośrednio z kuchni serwuję chleb ze smalcem :D
a z gustownego różowego garneczka Anielki podjadają słonecznik

Poczatek roku to czas nieco nostalgiczny bo wspominam stary rok, co było w nim dobrego, a co złego. Co trzeba powtórzyć, a czego ze stanowczością unikać. O czym chcielibyśmy szybko zapomnieć, a jakie wspomnienia będziemy pielęgnować przez długi czas.W tych do "zapomnienia "trzeba wpisać dramatyczne wydarzenia które dotknęły moją rodzinę, i rodzinę mojej przyjaciółki. W jednym i drugim przypadku to choroba dziecka. U przyjaciółki niespełna roczna córeczka ma stwierdzony nowotwór, w jednej chwili całe życie wywalone do góry nogami , wszystkie inne problemy stają się błahe, małe i niedorzeczne. Pobyt na oddziale onkologii dziecięcej zmienia spojrzenie na świat, ustala nowe priorytety i pokazuje co jest naprawdę w życiu ważne.Po kilkumiesięcznej walce, po kilku seriach chemioterapii, poważnej operacji jest dobrze i wierzę że tak już zostanie. W mojej najbliższej rodzinie moja bratannica kilka godzin po narodzeniu doznaje mega potężnego wylewu krwi do mózgu. Utrata przytomności, śpiączka farmakologiczna, respirator, rezonans, TK - te słowa dotąd znane tylko z wiadomości bądź filmów paramedycznych wdarły się w nasze rozmowy, przesyłane często wiadomości , w nasze myśli. Szok, strach, niedowierzanie - tak bardzo oklepane przez media słowa znakomicie wpasowały się w tą sytuację. Rodzina, znajomi i przyjaciele padli na kolana. Wierzyliśmy, choć lekarze nie byli tak optymistycznie nastawieni. Udało się wygrać walkę o życie, ale to dopiero początek drogi. Nasza Gabi potrzebuje Rehabilitacji przez duże R, by mogła w pełni korzystać z darowanego jej życia ale o tym jeszcze będę pisać... Reasumując - wiele bym dała żeby tych dwóch wydarzeń nie było, żeby było normalnie, spokojnie , może nawet nudnie. Ale niestety czasu się nie da cofnąć. Pozostaje wierzyć, że ten rok pozostawi po sobie tylko miłe wspomnienia.Takie jak to :
Szczęśliwego Nowego Roku a przede wszystkim dużo zdrowia wszystkim czytelnikom i ich rodzinom życzę ja :D Pozdrawiam.




czwartek, 3 grudnia 2015

As

Wielkieś mi uczynił pustki w podwórzu moim,
Mój drogi Asie, tym zniknieniem swoim!
Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:

Jedną maluczką psią duszą tak wiele ubyło.

Tyś za wszytki szczekał, za wszytki śpiewał,
Wszytkiś w podwórzu kąciki zawżdy pobiegał.
Nie dopuściłeś nigdy nam się frasować
Ani Gospodarzowi myśleniem zbytnim głowy psować,

To tego, to owego wdzięcznie podgryzając
I onym swym uciesznym warczeniem zabawiając.
Teraz wszytko umilkło, szczere pustki w wokół,
Nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu.
Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,
A serce swej pociechy darmo upatruje.

Ku Pamięci Asa - przyjaciela dzieci - który zginął tragicznie na polu pod kołami traktora.

niedziela, 8 listopada 2015

Technika i muflony

Zainstalowałam sobie na moim mądrym telefonie aplikację Blogger i życie stało się prostsze ☺Może będę więcej pisać 😜kto wie jak to może się skończyć. 
A tak w ogóle to chciałam tez powiedzieć że dziś po naszej Wioseczce spacerowały Muflony.  Może komuś uciekły,  bo w naturalnych warunkach to chyba nie występują na naszym terenie (woj Kuj-pom. Powiat Inowrocław) także jeśli ktoś poszukuje to niniejszym informuję ze dziś były u nas. Pozdrawiam.  Zdjęcia na moim fanpage na FB.

sobota, 7 listopada 2015

Listopad


Za oknem szaro, buro, mgliście i ponuro czyli listopad pełną gębą. Słońce raz po raz próbuje przebić się przez gęstą warstwę chmur, ale niestety nie skutecznie. Zmiana czasu na zimowy także nie polepsza sytuacji, bo jak po 17 godzinie robi się ciemno to już właściwie jestem gotowa do spania. Chyba zapadam w sen zimowy ;) W takich chwilach wracam myślami do wiosny i lata. Ciężkie były do zniesienia te upały i susza, ale kto o tym teraz pamięta. Przenieśmy się więc w ten piękny czas zapisany na karcie pamięci ;)
Wiosenny przegląd pól

W oczekiwaniu na deszcz - zdjęcia robione na początku czerwca 2015. I ostatnie zdjęcie po ;), dużo wówczas nie spadło ale w obliczu takiej suszy każda kropla jest na wagę złota.

Moje kwiateczki - 20.06.2015 - trawa jak widać po deszczu troszkę się zazieleniła:)

Czerwiec to także doroczny festyn z okazji Dnia Dziecka przy naszej szkole. Dzieci jak zawsze zachwycone .
Miło powspominać, prawda? W kolejnym poście przypomnimy sobie lato :)

poniedziałek, 19 października 2015

W związku z tym że nastała jesień - wspomnień nadszedł czas.

Ale wstyd, przecie pół roku minęło. A ja... napewno mam coś na swoją obronę, tylko co... Pomyślę. Ostatni post był w marcu. Za nami wiosna i lato. Lato gorące, upalne, suche wręcz nieznośne. Codzienne wypatrywanie choć jednej ciemnej chmurki na horyzoncie.Na palcach jednej ręki można policzyć deszczowe dni, chociaż dni to za dużo powiedziane - chwile to jest to co oddawałoby realny obraz sytuacji. I tu już łatwo sobie wyobrazić czym mogłam się zajmować przez letnie wieczory miast pisać piękne posty. Niemal każdy z nich poświęcony na "spacery" z konewką. Desperackie próby przeciwstawieniu się suszy nierzadko kończyły się niepowodzeniem, ale chociaż w doniczkach kwiaty prezentowały się jako tako. Postaram się teraz za pomocą kilku foteczek pokazać co też się na Wioseczce naszej działo. Na pierwszy ogień idzie Wiosna.
1. Ta oto taczka to mój prezent od męża z okazji połączonych Walentynek i Dnia Kobiet. I od razu zaznaczam że to mój pomysł :D Dawno już nie byłam tak zadowolona z prezentu :)Bardzo użyteczna rzecz :) .
2. Suszarnia Jaworskich - wyprawa do Dobrego Miasta celem podpisania umowy kontraktacyjnej na marchew na susz.Susz ten wykorzystywany w przyprawach np w Kucharku
d

3. W powrotnej drodze odwiedziliśmy Sanktuarium Maryjne w Gietrzwałdzie żeby umocnić się duchowo przed nadchodzącym sezonem
źródło -

Nie odmówiliśmy sobie też strawy dla ciała w fenomenalnej Karczmie Warmińskiej
Ostatnia fotka to moje pelasie które budzą się do życia po śnie zimowym. Dużo czasu zabrało im bujnięcie się ;) ale jak już się bujnęły to do tej pory kwitną - co pokażę w następnych postach. Na dziś koniec. Jak zawsze obiecam że postaram się częściej :)

czwartek, 12 marca 2015

Wiosna, wiosna :D

No tak, moja sąsiadka komentując poprzedni post miała rację. Wiosna już dawno dotarła do naszej wioseczki. Wystarczyło że wyjrzałam przez okno a tam kwitnące krokusy i tulipanki i żonkile pnące się w górę ku słońcu, o wierzbowych kotkach wcale wspominać nie trzeba.
Czekam teraz na poprawę pogody i ruszam do pracy. Jesienią jakoś straciłam zapał i muszę się przyznać że moje tereny zielone nie były przygotowane należycie do zimy. Za to teraz nadgonimy, będziemy grabić, wyrywać suszki, wynosić, potem kopać, grabić, siać, sadzić i co tam jeszcze będzie trzeba to zrobimy. Pomożecie -spytam dzieci? Pomożemy :D (chciałabym usłyszeć - no chyba że będą zmęczone, albo bardzo zmęczone, albo tak jak kiedyś córcia mi powiedziała że ta kość którą ma w nodze uniemożliwia jej chodzenie i w związku z tym nie może pomóc. :D Tym optymistycznym akcentem kończę bo najmłodsze Anielątko domaga się mej obecności. See you soon ;)