Wioseczka

Wioseczka
Okno na świat :)

wtorek, 20 marca 2018

Happy New Year

Zastanawiałam się nad tytułem posta, i w tzw międzyczasie wymyśliłam że Nowy Rok powinien zaczynać sie wtedy, gdy przyroda budzi się do życia, kiedy świat dokoła nas znów spowiją wszelkie odcienie zieleni i trele skowronków, a więc moi drodzy, ajkoże dziś perwszy dzien astronomicznej wiosny to - Witajcie w Nowym Roku. Nawet nie wiem, a Wy to już wogóle, jak długo się zbierałam do pisania. Ale co zrobić jak weny brak? ;)
Jak każdy szanujący się blogger postanowiłam zrobić swego rodzaju podsumowanie roku. Miało ukazać się pod koniec 2017 roku, ale pojawił się mały problem bowiem tamten rok się nie chciał skończyć. Kartki z kalendarza spadają - jedna po drugiej a ten wredny rok 2017 trwał i trwał. Spytacie kochani - jak to możliwe? To bardzo proste. Wystarczy być rolnikiem. W idealnym świecie (tzn tak jak postrzegają nas miastowi ;) ) Po żniwach, ewentualnie szybkich wykopkach rolnik zaoruje swoje rozliczne hektary, następnie kładzie się i nic nie robiąc leży aż do wiosny, w międzyczasie narzekając że nic się nie opłaca. W troche gorszej sytuacji są hodowcy bydła, trzody chlewnej czy drobiu -bo oni jednak muszą od czasu do czasu wstać. Potem przychodzi wiosna, rolnik przeciąga się i wstaje, uprawia pola, sieje, sadzi itp i potem leży aż do żniw itp itd. Ale jak już wiemy to jest świat idealny którego - my rolnicy - właściwie nie znamy - co bardziej dociekliwi jak przeglądają komentarze pod artykułami dotyczącymi rolnictwa mogą się dowiedzieć od znawców tematu (zazwyczaj mieszkańców miast) na czym polega praca w rolnictwie. Ale niniejszym uświadamiam Was że prawda jest inna, że świat w którym żyjemy nie jest kolorowy. Powiem więcej - nasz świat to pot i łzy. A po zeszłym roku można do tej wyliczanki jeszcze dorzucić błoto. Tak - moi drodzy rok 2017 upłynął pod znakiem błota. Ktoś tam na górze zakpił sobie z nas. Po dwóch ekstremalnie suchych latach zalało nas, podtopiło, wymokło - wszystko co może się kojarzyć złego z wodą nas spotkało. Najpierw po ciepłym marcu, który nawet dość optymistycznie nastawił nas do nowego sezonu przyszedł zimny kwiecien i wcale nie lepszy maj. Odbiło to się w znaczący sposób na dynamice wzrostu i wydajności wczesnych ziemniaków. Kiepska sadzonka z renomowanej firmy sprzedawana jako kwalifikowany materiał siewny też nie pomogła. I tak jak na początku cieszyliśmy się z przelotnych opadów to potem - jak nie dało się wjechać w pole żeby marchew zasiać) tu akurat dobrze wyszło, ale o tym później), czy posiać cukinię na czas - miny nam zrzedły. Liczyliśmy na to że pogoda wreszcie się bujnie, że to tylko wiosna taka, ale lato będzie lepsze, ale nie było. Lato było bardzo przekropne, ale paradoksalnie było za sucho. W ziemniakach zaobserwowaliśmy ciekawe zjawisko - niby mokro, niby padało, niby ciepło- choroby grzybowe pchały się na łęty nie miłosiernie, ale ziemia była sucha. Padało często, ale po trochu nie pozwalając ziemi przemoknąć, ale za to stworzone byly świetne warunki do rozwoju grzybów . Niestety taka pogoda nie sprzyjała również odpowiedniemu plonowaniu cukini, sprzyjała za to rozwojowi chorób już wczesniej przywołanych grzybowych na wszystkich możliwych uprawach, a opryskom nie było końca...na szczęście ten cholerny rok wreszcie się skończył, faktury za dostarczony towar wystawione, firmy już wywiązały się z płacenia należności(co w dzisiejszych czasach nie jest takie oczywiste) a my planujemy zasiewy na bieżący rok.
Dziś kolejny dzień pisania tegoż samego posta. Dziś pierwszy dzień astronomicznej Wiosny. Pogoda chwilami w ciągu dnia nastrajała optymistycznie, ale dzień zakończył się przelotnymi opadami śniegu :D Dzieciom (i sobie)wytłumaczyłam że to Pani Zima na odchodne wytrzepuje resztki śniegu z chmur zimowych, zanim będzie je mogła schować do przepastnej szafy, i że teraz będzie już tylko lepiej :D Tym optymistycznym akcentem zakończę pisanie pierwszego posta (mam nadzieję że nie ostatniego ;) ) w tym roku. Jeśli jesteście ciekawi co się u nas dzieje dajcie znak w komentarzach, albo na fb. Poniżej dorzucę jeszcze przegląd roku na fotkach, oczywiście mojego autorstwa. Pozdrawiam ciepło. K.





P.S. Tak sobie pomyślałam, że powinnam złożyć Wam drodzy czytelnicy życzenia noworoczne (trochę późno, ale na dobre życzenia każdy czas jest dobry ), a więc życzę Wam zdrowia i siły , bo jak będziecie mieć pod dostatkiem tych dwóch rzeczy to ze wszystkimi przeciwnościami losu sobie poradzicie. Wszystkiego dobrego :*

piątek, 17 marca 2017

Dzień za dniem :D

Jak już wszyscy wiemy idzie Wiosna, jednak pomimo tego że dni coraz dłuższe to paradoksalnie czasu mamy coraz mniej :D Robota się nawarstwia i wszystko trzeba zrobić na już. Nie mniej jednak musieliśmy wygospodarować nieco czasu i odbyć coroczna pielgrzymkę do Dobrego Miasta celem podpisania umowy kontraktacyjnej.
Po podpisaniu kontraktu wybraliśmy się do Olsztyna na kawusię i obiadek.
Po dość szybkim spacerze po Starówce weszliśmy do Manufaktury Sztuki gdzie można znaleźć pamiątki ręcznie robione przez miejscowych artystów,( co ważne bo ilość chińszczyzny zalewającej stragany z pamiątkami mnie poraża) Po gruntownym przejrzeniu zasobów a zwłaszcza aniołów bo bardzo je lubię
wybraliśmy tego pięknego zielonego anioła, bo będzie ładnie prezentował się w altance a jego przekaz doskonale pasuje do Gospodarza :D
A potem kawusia i przepyszny torcik RAFAELLO w Restauracji Staromiejskiej
O obiedzie nic dobrego napisać nie można to i pisać nie będę. Ale ten tort - niebo w gębie - jak będziecie w pobliżu kiedyś to spróbujcie koniecznie. Gospodarzowi obiad smakował nieco lepiej, a o tej Szarlotce marzył całą powrotną drogę do domu.

A w moich włościach zakwitł pierwszy kwiat :D reszta już go goni z całych sił
Na dziś kończę - obiad trzeba robić bo cała rebiata głodna, do garnków zagląda. Pozdrawiam :D