Wioseczka

Wioseczka
Wiosna :)

wtorek, 29 marca 2016

Wiosna.

Stwierdziłam ostatnio, że mój blog ma charakter kwartalny :D Nie tak miało być, ale ja się staram, i będzie lepiej.
Tak czy inaczej nastała Wiosna. Przyleciały ptaszki, my zaś polecieliśmy to tu, to tam by podpisać umowy kontraktacyjne na bieżący sezon. Mnie oczywiście najbardziej spodobała się podróż do Dobrego Miasta k. Olsztyna(Suszarnia JAWORSKI) bo przynajmniej ładne widoki po drodze. Trzemeszno, Bronisław(Ziemniaki Przemysłowe) czy Gniewkowo(Bonduelle) nie stanowią już takiej atrakcji więc nie będę się nad nimi rozwodzić.
Już trzeci raz będziemy produkować marchew na susz. Ślubny twierdzi, że może i by już tam nie odstawiał marchwi bo daleko i transport drogi, ale ze względu na mnie, i moją chęć wyjazdu po nasiona i podpisanie kontraktu on może się poświęcić. :D Podobnie jak w zeszłym roku tak i teraz po drodze z Dobrego Miasta wstąpiliśmy do Gietrzwałdu, gdzie oprócz duszy można nakarmić ciało. Gietrzwałd stał się sławny dzięki Objawieniom Matki Bożej, które trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. Głównymi wizjonerkami były: trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska. Obie pochodziły z niezamożnych polskich rodzin. Matka Boża przemówiła do nich po polsku, co podkreślił ks. Franciszek Hipler, "w języku takim, jakim mówią w Polsce". Matka Boża, na zapytanie dziewczynek: Kto Ty Jesteś? Odpowiedziała: "Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta." Na pytanie czego żądasz Matko Boża? padła odpowiedź: "Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec !" Warto jeszcze dodać że jest to jedyne zatwierdzone przez kościół objawienie w Polsce. (klik) Posileni modlitwą, udaliśmy się do pobliskiej pięknej i stylowej Karczmy Warmińskiej klikby skosztować małe "co nie co" przed dalszą drogą. Jedzenie jak zawsze przednie. Miałam w powrotnej drodze kupić sobie jeszcze sadzonki pierwiosnków, żeby pokolorować sobie świat, ale nie zdążyłam. Pomyślałam, że jeszcze zdążę do Świąt bo był to dopiero 18 marzec, ale niestety nie zdążyłam. Najpierw rozchorowała się nasza niania Ania (pomaga mi przy dzieciach) potem w Stasiu i Anielka, w środę w Wielkim Tygodniu Ola, a w czwartek wieczorem padłam ja. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak mnie położyło. Wróciłam do żywych w Poniedziałek Wielkanocny. Ciekawe to były Święta bo pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie upiekłam żadnego ciasta.Na szczęście są dobrzy ludzie na świecie i słodkości na Święta u nas nie brakło. A dzięki wydajnej pomocy mojego mężusia i jego mamy Śniadanie Wielkanocne było przepyszne :D.
A babkę upiekłam dziś. Żeby ludzie nie gadali że u nas to nawet babki nie było ;)