Bezglutenowa Wioseczka

Bezglutenowa Wioseczka

poniedziałek, 19 października 2015

W związku z tym że nastała jesień - wspomnień nadszedł czas.

Ale wstyd, przecie pół roku minęło. A ja... napewno mam coś na swoją obronę, tylko co... Pomyślę. Ostatni post był w marcu. Za nami wiosna i lato. Lato gorące, upalne, suche wręcz nieznośne. Codzienne wypatrywanie choć jednej ciemnej chmurki na horyzoncie.Na palcach jednej ręki można policzyć deszczowe dni, chociaż dni to za dużo powiedziane - chwile to jest to co oddawałoby realny obraz sytuacji. I tu już łatwo sobie wyobrazić czym mogłam się zajmować przez letnie wieczory miast pisać piękne posty. Niemal każdy z nich poświęcony na "spacery" z konewką. Desperackie próby przeciwstawieniu się suszy nierzadko kończyły się niepowodzeniem, ale chociaż w doniczkach kwiaty prezentowały się jako tako. Postaram się teraz za pomocą kilku foteczek pokazać co też się na Wioseczce naszej działo. Na pierwszy ogień idzie Wiosna.
1. Ta oto taczka to mój prezent od męża z okazji połączonych Walentynek i Dnia Kobiet. I od razu zaznaczam że to mój pomysł :D Dawno już nie byłam tak zadowolona z prezentu :)Bardzo użyteczna rzecz :) .
2. Suszarnia Jaworskich - wyprawa do Dobrego Miasta celem podpisania umowy kontraktacyjnej na marchew na susz.Susz ten wykorzystywany w przyprawach np w Kucharku
d

3. W powrotnej drodze odwiedziliśmy Sanktuarium Maryjne w Gietrzwałdzie żeby umocnić się duchowo przed nadchodzącym sezonem
źródło -

Nie odmówiliśmy sobie też strawy dla ciała w fenomenalnej Karczmie Warmińskiej
Ostatnia fotka to moje pelasie które budzą się do życia po śnie zimowym. Dużo czasu zabrało im bujnięcie się ;) ale jak już się bujnęły to do tej pory kwitną - co pokażę w następnych postach. Na dziś koniec. Jak zawsze obiecam że postaram się częściej :)

czwartek, 12 marca 2015

Wiosna, wiosna :D

No tak, moja sąsiadka komentując poprzedni post miała rację. Wiosna już dawno dotarła do naszej wioseczki. Wystarczyło że wyjrzałam przez okno a tam kwitnące krokusy i tulipanki i żonkile pnące się w górę ku słońcu, o wierzbowych kotkach wcale wspominać nie trzeba.
Czekam teraz na poprawę pogody i ruszam do pracy. Jesienią jakoś straciłam zapał i muszę się przyznać że moje tereny zielone nie były przygotowane należycie do zimy. Za to teraz nadgonimy, będziemy grabić, wyrywać suszki, wynosić, potem kopać, grabić, siać, sadzić i co tam jeszcze będzie trzeba to zrobimy. Pomożecie -spytam dzieci? Pomożemy :D (chciałabym usłyszeć - no chyba że będą zmęczone, albo bardzo zmęczone, albo tak jak kiedyś córcia mi powiedziała że ta kość którą ma w nodze uniemożliwia jej chodzenie i w związku z tym nie może pomóc. :D Tym optymistycznym akcentem kończę bo najmłodsze Anielątko domaga się mej obecności. See you soon ;)