Wioseczka

Wioseczka
Wiosna :)

piątek, 29 stycznia 2010

Wsi spokojna, wsi wesoła

Piękna nasza Polska cała,
Piękna, żyzna i wspaniała,
Wiele krain, wiele ludów,
Wiele stolic, wiele cudów
Nie wiem dlaczego, ale zawsze jak samolot znajdzie się nad polską ziemią, zejdzie poniżej warstwy chmur, i redukuje wysokość, podchodząc do lądowania to zawsze słowa tej patriotycznej piosenki cisną mnie się na usta. Smiać mi się chce, ale tak jest za każdym razem. Ta przepiękna mozaika pól, łąk i lasów zapiera dech w piersiach i odbiera mi mowę.
Ciekawe, czy mi odbierze jak znów tam dłużej pomieszkam...
Ostatnio na jednym z moich ulubionych for wywiązała się dyskusja na temat wsi wlaśnie. I wyszło, że są dwa rodzaje wsi. Wieś sielska i anielska, oraz wieś znojna i gnojna.
Wieś sielska i anielska -
to jest wieś widziana oczami ludzi pracujących w mieście, a mieszkających na wsi. To jest miejsce odpoczynku od zgiełku miejskiego, od hałasu, spalin, brudu...To jest cisza, spokój, ale i też śpiew ptaszków, kumkanie żab, ryk krów - czyli szeroko pojęte odgłosy natury. Ale natura ma nie tylko odgłosy ale i zapachy - i tu sie zaczyna ta ciemna strona wsi - czyli wieś znojna i gnojna.. To jest przede wszystkim miejsce pracy dla rolników, odpoczynku tez - ale praca zawsze na pierwszym miejscu (niestety). Rolnicy - to bardzo dziwna grupa społeczna. Niedoceniana, wyśmiewana. Silna, ale jednocześnie zbyt słaba, żeby mieć porządnych przedstawicieli w sejmie, rządzie itp.. ale to moje zdanie i ni każdy musi sie z tym zgodzić.
O której wsi będę pisać?
o jednej i drugiej. Chcę znaleźć złoty środek :D Nie wiem, na ile to możliwe, ale... do odważnych świat należy...to tyle na dziś bo Lusia ząbkuje, a Tanio jak zawsze - pełen energii, a ja padam na twarz.

wtorek, 19 stycznia 2010

Zielono mi :)

(Foteczka made by Paproszek 14.01.2010)

Idzie wiosna.. wyraźnie już ją czuć w powietrzu i nawet można zobaczyć...Moi drodzy czytelnicy z Polski rozejrzą sie wokół i powiedzą... o czym ona bredzi...jaka wiosna, gdzie ją widać...Zmartwionym moim stanem psychicznym przypominam ze jeszcze nie mieszkam w Polsce... Jeszcze 2 miesiące pozostały do powrotu. Często zastanawiam się nad tym , czego będzie mi najbardziej brakowało...do czego będę tęsknić, a za czym się nawet nie obejrzę :)
Najbardziej będę tęsknić do wiecznej wiosny... Bo w zasadzie tak tu jest, prawie zawsze kwitną kwiaty, zawsze (z wyjątkiem paru śnieżnych incydentow) jest zielono. Tu w lutym jest wiosna :) czy czegoś więcej można chcieć od życia???Chyba tylko wiosny na wsi( bo ta w miescie kojarzy mi sie takze z odchodami psimi na trawnikach - zaslonietych zima przez snieg) W zeszłym roku na początku lutego spadło troszkę śniegu, a za niecałe dwa tygodnie bylo juz peeeelno kwiatow.

(Foteczka made by Paproszek 16.02.2009)
Krokusy, przebiśniegi, żonkile, troszkę później narcyz...ciekawe jak będzie w ojczyźnie - przecież w marcu to przyroda dopiero budzi się do życia. Będę przeżywac druga wiosnę ;) fajnie tak, dwie wiosny w roku.
Następna rzeczą za jaka będę tęsknić to tutejsze sklepy, i to nie tylko te z wyprzami (bo te są nieporównywalne z innymi na świecie ;) ale to, ze praktycznie we wszystkich sklepach jest miła i fajna obsługa. Nie ma sytuacji ze panienka (sprzedawczyni) prześwietli Cie od góry do dołu, niczym skaner na lotnisku i powie ze tak dużych rozmiarów to nie mamy... Można mieszać, grzebać w ciuchach,spokojnie oddać się przyjemności kupowania, nawet jak nic nie kupię a przymierze pół sklepu to nikt nie patrzy na mnie ze złowrogą mina :)
Oprócz tego brak mi będzie życzliwości ludzi. Pisząc ludzi mam na myśli dorosłych mieszkańców tejże pięknej wyspy, bo mlodzież i dzieciarnia to .... hmmm ... aż szkoda gadać... A ludzie starsi przemili... Pamiętam sytuacje z czasu drugiej ciąży kiedy to miły starszy pan spojrzał na potężne brzuszysko i nie odwrócił się z niesmakiem, a uśmiechnął się i powiedział - God bless You darling :) ... albo krótko przed terminem- starsza pani - You nearly there honey, Dont worry, everything will be ok,.. i takie tam :D
Teraz może się nasunąć pytanie - po co wracasz skoro tam tak dobrze. Odpowiem sobie zatem - bo nie jestem u siebie. Bo pomimo spędzenia tu prawie 5 lat nie czuję się tu dobrze. I to, że zawsze będziemy tu obcy...Chcemy wracać, bo - może to banalne - pieniądze to nie wszystko. Nic nie zastąpi nam i naszym dzieciom straconych kontaktów z rodziną. Chcę, żeby dziadkowie mogli patrzeć jak rosną, jak sie rozwijają te moje skarby. Chcę, żeby moje dzieci wychowywały się w Polsce. Chcę, żeby Tanio i Lusia chodzili do małej, wiejskiej szkółki, gdzie wszyscy się znają. Chcę patrzeć jak rosną na madrych ludzi w kraju, w którym ja się wychowałam.
AMEN :)

piątek, 15 stycznia 2010

Teraz już z górki :)




Na dole strony zamieścilam suwaczek, który odlicza dni do powrotu do PL. Bardzo się cieszę... i mam tez cichą nadzieję, że na miejscu będę równie szczęśliwa...
Póki co... Wielkimi krokami zbliżają sie Dzień Babci i Dziadka... I ja jako zdeklarowna Prosta Wiejska Kobieta w skrócie PKW postanowiłam sama cosik wymyśleć, a potem stworzyć. A właściwie to nadzorować proces twórczy... Lusia jeszcze za mała, ale za to Tanio z zapałem tworzy... W związku z czym będę miała duuuuużo prania, mycia i sprzątania :), nawet wlosy ma zieloną farbą pociągnięte...Pomysł był prosty... Papierowe serce, wewnątrz życzenia dla dziadków i zdjecia dzieciorków, a na zewnątrz radosna twórczość Tania... Niestety owa radosna wymknęła się była spod mojej rodzicielskiej kontroli. Poniekąd z mojej winy... Jakoże Tanio podobnie jak jego mama nie mogą się pochwalić talentem plastycznym to wymyśliłam ze pomalujemy własnemi ręcyma ;)... odciśniemy dloń na kartkach i takie tam... Tanio niestety nie poprzestal na pojedynczym odciśnięciu rączki na kartce, odcisnął ją był na stole, ścianie i gdzie tylko mógł...potem zapragnął być Tygryskiem malując sobie artstycznie twarz...ech... któż zrozumie artystę... napewno nie ten, który po nim sprząta... Niemniej jednak efekt naszej pracy jest zadowalający. Nas na pewno, ale czy dziadków tez?? Okaze sie juz za tydzień.

czwartek, 14 stycznia 2010

Od czegos trzeba zaczac


A wiec...moze tak po krotce napisze o co chodzi... o czym bede pisac itd... urodzilam sie i wychowalam na wsi, i bardzo mnie ciagnelo do miasta... Wiadomo (dla wiekszosci nastolatek) - w miescie wszystko jest lepsze, znajomi, imprezki, kino, puby, itp, itd.. itp.. No i oczywiscie jak to czesto bywa okrutny los spelnil moje marzenie i na niespelna 5 lat zamieszkalam w miescie. Nawet niemalym bo w stolycy. I to nawet nie polskiej a zagramanicznej :), a ktorej?... to wydzie w praniu... nie bede wszystkich kart odslaniac od razu..Poczatki fajne, bardzo mnie sie podobalo, ale... po kilkunastu miesiacach wszystko sie zmienilo bo pojawil sie maly dzieciorek. Nazwijmy go Tanio :) i od tego czasu (czyli juz ponad 3 lata) tesknie za wsia... moja tesknota sie poglebila kiedy to kilka miesiecy temu na swiecie pojawil sie drugi dzieciorek, a wlasciwie to dziecioreczka kochana... Nazwijmy ja Lusia. Aa i oczywiscie jest jeszcze ojciec tychze dziecioreczkow, a moj malzonek umilowany...Nazwijmy go Niebieskooki Marzyciel :)